Dzisiaj już była ostatnia moja wizyta w ogrodniczym. Kupiłam m.in. zrębki na obsypanie roślin ( coś w rodzaju kory ). Kupiłam w czerwonym kolorze i zielone rośliny na ich tle prezentują się bardzo ładnie. Jeden worek już dzisiaj rozprowadziłam. Jutro resztę rozłożę. Na jutro wyznaczyłam ostateczny termin zakończenia prac oczkowym bo zaczynają się ślimaczyć a mnie się to nie podoba. Kupiłam pelargonie na balkon i zachwyciła mnie jeszcze doniczka z kwitnącym hibiskusem. Nie mogłam się oprzeć. Kwiat ma łososiowo - żółty. Stoi sobie na razie na tarasie. Muszę poczytać o jego uprawie i czy można uprawiać w ogrodzie i czy nie zmarznie zimą. Jak nie to będzie w domu.
Pamiętam z dzieciństwa, że chińska róża miała złą opinię i ze niby szkodzi. Mieliśmy ja wiele lat i nikomu nie szkodziła więc nie wierzę w jej złe moce. To nie mój kwiat ale bardzo podobny.

Wagowo dzisiaj dobrze , czyli na minus choć niewielki. Nie spodziewałam się minusa bo na kolację zamiast mojej salaty zjadłam pozostałe z obiadu ruskie pierogi. Kluchy wszelkiego rodzaju to moja słabość wielka no i zguba też :).
Dzisiaj na obiad też kluchowo. Łazanki z jagodami i jogurtem naturalnym. Uwielbiam. Ale w ciągu dnia była sałata i truskawki na kolację. Zamiast ćwiczeń ruch ogrodowy.
Pogoda fajna. Ciepło ale nie upalnie. Pod wieczór zaczęły kąsać komary. Czyżby miało popadać w nocy?
Komarom i innym żarłokom i krwiopijcom latającym mówię NIE

Piąteczek był udany i mam nadzieję na udany weekend czego sobie i wszystkim życzę.