Dobrze!
Nastał nowy dzień, nowe 19 minut nowego życia za mną.
Od dziś zaczynam działać, tak realnie czynić coś namacalnego, co zaboli, że poczuję, iż nadal jestem człowiekiem. Postawię przed sobą wyrzeczenia, które spowodują fizyczne zmiany.
Już nigdy więcej nie chcę tego uczucia nadmiernej, przesadnej sytości i krótkiego błogiego stanu w trakcie jedzenia. Które potem przeradza się w okropne uczucie osnute ogromnym wyrzutem sumienia.
Już nigdy więcej nie chcę, by jedzenie przesłaniało mi widoki na normalność, by nigdy więcej nie było najważniejszy czynnikiem w życiu, które mówi mi co mam robić.
Już nigdy więcej nie chcę uczucia, że jedzenie jest priorytetem,
Już nigdy więcej nie chcę stanów kompulsywnych.
Bo widzę, że się da. I że inni dają radę! Można? Można kurwa!
Od dziś, dnia 23 lutego 2012 zaczynam normatywnie żyć. Wczoraj uczyniłam duży krok w innej dziedzinie, a coby przypieczętować progres, zadziałam również i w kulinarnej sekcji.
Och! jaka to będzie przyjemność iść do sklepu i kupić, co tylko dusza zapragnie! I w co tylko nogi zapragną wejść!
Edit.
I Wam wszystkim powodzenia życzę, nie tylko sobie. Może Wy powinniście być moją motywacją, skoro innej znaleźć nie potrafię?
Proszę, proszę! Bądźcie moją motywacją!