Ostatnio dodane zdjęcia

Sylwetka

Poprzednia Początkowa sylwetka
Obecna Obecna sylwetka
Cel Mój cel

O mnie

Jestem satyrykiem, autorem tekstów, piosenkarzem. Kojarzycie "Monika, dziewczyna ratownika", "Córka Rybaka" czy "Wars wita"? To moje dzieci.

Słowa kluczowe

Rudi.Schuberth

mężczyzna, 58 lat, Gdańsk

180 cm, 125.00 kg więcej o mnie



Wpisy

Miło było, ale się kończy

9 marca 2010 , Komentarze (25)

Drodzy Użytkownicy, kończę swoją wędrówkę z kilogramami, ale nie kończę swojego sposobu odżywiania ZO. Ten już zawsze będzie mi towarzyszył w codziennym życiu. Czuję się jednak zwycięzcą. Schudłem 37 kg, a co ważniejsze, już od ponad roku trwam w nowych nawykach żywieniowych. Wiem jak się odżywiać, aby nie tyć. Rozumiem potrzeby swojego organizmu i mam nadzieję wytrwać w nich przez całe życie.

 

Dziękuję wszystkim, którzy mnie wspierali pisząc dobre słowo w komentarzach, dodając mnie do znajomych, czy biorąc udział w konkursie na Motywatora.

Życzę Wam wszystkim powodzenia i sukcesów w odchudzaniu. Zmiana nawyków na stałe jest korzystna dla organizmu. Nie traktujcie jej jak epizodu w życiu, a dobrą zmianę na zawsze. Powodzenia!

 

Na koniec jeszcze niespodzianka ? zgadnijcie kogo spotkałem w lesie?





















THE END :)




Dodaj komentarz

Najczęściej zadawane pytania cz. 1

9 marca 2010 , Komentarze (1)

W czasie trwania akcji w serwisie przewinęło się mnóstwo pytań do mnie kierowanych. Dziękuję wszystkim za zainteresowanie moim odchudzaniem.
Postanowiłem zebrać te pytania, na które albo nie udzieliłem wcześniej odpowiedzi, albo powtarzały się i warto je przypomnieć.

1. Co Pan je na śniadanie? (ulubione pytanie użytkowników )
Rudi Schuberth:
Śniadanie to kluczowy punkt dnia. Zawsze jadam płatki z mlekiem. To posiłek prosty i szybki do przygotowania. Ze względu na to, że wcześnie wstaję i zabieram się do swoich zajęć wygodnie, ale i smacznie jest mi zjeść właśnie płatki.

2. Co Pana  zmotywowało do walki z nadwagą?
Rudi Schuberth:
Mnie motywowała moja choroba. Był to problem natury estetycznej i złego samopoczucia. Lekarz powiedział, że mogę połączyć jedno z drugim (utratę masy ciała z walką o zdrowie).

Kobietę do odchudzania może zmotywować mężczyzna i lustro. Jak widzi, że może być inna, to wygląd może być motywujący. Gwarantuję, że po utracie kilogramów będzie się Pani lepiej czuła, głowa będzie lepiej pracowała. Pojawią się też na pewno problemy. Sukces nie jest zupełnie za darmo. Będzie gdzieś istniała świadomość odmawiania sobie wielu rzeczy. Na pewno pojawi się radość i przykrość. Radość, bo widoczne będą efekty. Przykrość, bo konieczny będzie zakup nowych ubrań

3.  Dlaczego zaczął Pan korzystać z diety Vitalii?
Rudi Schuberth:

Szukałem kogoś, kto mógłby mi pomóc. Moja żona interesuje się dietetyką. Jak zapadała decyzja o konieczności zrzucania kilogramów temat wspólnie zaczęliśmy zgłębiać. Ona podsunęła mi pomysł odchudzania z Vitalią. Sposób odchudzania jaki proponuje ten serwis podoba mi się i odpowiada mi. Jem przyjemnie, zdrowo, a do tego jeszcze chudnę.

4.  Jak się Pan czuł po 1 miesiącu swojej diety ? Czy wszystko było ok? Nie miał Pan problemów z koncentracją?
Rudi Schuberth:
Pierwszy miesiąc (zanim zapisałem się do Vitalii) był miesiącem jarzynowym, był to trudny miesiąc dla mnie i mojej rodziny. Nigdy w życiu nie zjadłem tylu jarzyn. Dodam, że wśród nich nie było roślin strączkowych. Miało to być tzw. oczyszczenie i chyba było. Po tym miesiącu pojawiły się wcześniej wspomniane strączkowe i było już lepiej, ale do pierwszego mięska jeszcze trochę pocierpiałem.
Nie było złego samopoczucia czy też obniżenia koncentracji. Generalnie czułem się bardzo dobrze i nadal tak się czuję.

5. Co sprawiało Panu trudności na samym początku diety, z czym było ciężko się rozstać?
Rudi Schuberth:

To nie jest tak, że to jest jeden produkt. Ja na dobrą sprawę nie chcę się z niczym rozstawać. W pewnym sensie rozstałem się z pieczywem, które uwielbiałem i jadałem tonami, głównie pieczywa jasne, pszenne. Kiedy przeprowadziłem się z miasta na wieś, to trafiłem na świetny swojski chleb ze świeżym masełkiem. Nie ma przyjemniejszego smaku. W Vitalii "zmuszony" zostałem przez dietetyka do zmiany pieczywa jasnego na ciemne. Zacząłem je wygrzebywać. Próbuję znaleźć piekarnię, która nie dosypuje do chleba chemii. Lubię żywność naturalną. Od czasu do czasu nadal zjadam sobie taką pajdę chleba (niedużą) z masłem. Niezapomniany smak. Nie robię tego jednak zbyt często, bo to jest bardzo przyjemne. Jadam je nawet rzadziej niż 1 raz tygodniowo. Mhhmmm taki pyszne ciepłe, chrupiące bułeczki z cebulką?

6. A co jeśli pozwolił Pan sobie na coś "zakazanego"? Czy dręczą Pana potem wyrzuty sumienia, czy stosuje Pan wtedy głodówki, zmniejsza porcje innych posiłków, czy jak gdyby nic się nie stało, powraca Pan do planu diety?
Rudi Schuberth:
Świadomość tego, że się przekroczyło wskazania istnieje. Ja właściwie robię wszystko świadomie. Wymagają tego okoliczności. Gdy siadam do stołu, mógłbym obrazić gospodarza nie jedząc przygotowanej przez niego potrawy. Próbuję wybierać z potraw to, co najmniej mi zagraża, uciekam od sosów tłustości, koncentruje się na warzywach.

Świadomość, że unikam pewnych rzeczy to jedno. Podczas wizyty u moich przyjaciół, unikam ich tortu. Nie napełniam wagonika do końca. Gdy zrobiłem coś takiego jednego dnia, nie powtórzę tego piątego, siódmego. Ja wiem, że muszę to odpracować, że kalorie gdzieś pobrałem muszę stracić w taki lub inny sposób, muszę stracić to na bieżni, w zależności od czasu. Świadomy jestem, że robię wykroczenia i próbuję je naprawić.

7. Jest Pan człowiekiem pracującym, więc czy miał Pan czas, by jadać regularnie, o jednakowych porach?
Rudi Schuberth:
Moja praca nie jest związana stacjonarnie z jakimś miejscem. Ja się przenoszę cały czas, dlatego z regularnością spożywania posiłków jest problem. Czasem jadę na drugi koniec Polski, co zajmuje mi kilkanaście godzin. Wtedy zabieram ze sobą jakieś zdrowe przekąski. Na trasie pełno hamburgerów i śmieciowego jedzenia. Staram się jednak tego nie jadać. Jedzenie co 3-4 godziny to dla mnie świętość. Przyzwyczaiłem już organizm do tego. Co 3 godziny już mi ?krzyczy?: daj jeść. Mam takie ssanie. Wtedy wiem, że to pora na jedzenie. Czasem wystarczy, że się napiję kawy zbożowej z mlekiem.

8. Czy gotował Pan za każdym razem zupełnie samodzielnie? Czy pozwalał też żonie ugotować swoje vitaliowe posiłki?
Rudi Schuberth:
Szczerze mówiąc nie mam czasu na gotowanie, zajmuje się tym moja żona, moja córka, ale głównie żona jest odpowiedzialna za to, co jem. Mauczyłem się paru chwytów kulinarnych w kwestii gotowania, ale raczej należę do odbiorców, a nie do przygotowujących posiłki.

9.  Ma już Pan pewną wiedzę o żywieniu. Czy daje Pan rady, poucza innych w zakresie odżywiania, przygotowywania potraw, wytyka im ewentualne błędy?
Rudi Schuberth:
Często znajomi pytają mnie co zrobiłem, że tyle zrzuciłem i odpowiadam im zgodnie z prawdą jak to się dzieje, pytają mnie o pewne wskazówki, przekazuję im te wskazówki, mówię im jak to jest możliwe, czego należy unikać jak ja do tego podchodzę.

10. Zauważył Pan jakieś minusy odchudzania, przykładowo: mniej życiowej energii, złe samopoczucie, obsesja wiecznego myślenia o zakazanym "niezdrowym" jedzeniu, brak ochoty na seks itd.? Właśnie, co jest najgorsze w odchudzaniu  ?
Rudi.Schuberth:
Zacznę od seksu, odchudzanie spowodowało u mnie wzmożony apetyt na seks. Odchudzanie nie powoduje apatii czy stanów niedobrych, wręcz odwrotne skutki. Jestem człowiek który stał się aktywniejszy ruchowo i umysłowo, widzę różne aspekty które dają mi odchudzanie i utratę wagi. Korzystam ze sportów, które zapomniałem, dla mnie aspekt ujemny to zmiana garderoby, począwszy od butów a skończywszy na płaszczach, garniturach i płaszczach, nawet slipki.

11.  A jak z Pana motywacją, czy nie obawia się Pan, że przyjdzie czas, kiedy powie Pan dość i stwierdzi: Rudi, po co to wszystko, przecież byłem szczęśliwszy jako "duży" facet?
Rudi Schuberth:
Wydawało mi się, że byłem szczęśliwy jako duży facet, dzisiaj widzę możliwości, nie byłem szczęśliwym facetem, jestem psychicznie silny, potrafię sobie pewne rzeczy układać i z nimi żyć. Widzę większe możliwości w facecie, który lepiej wygląda. Nigdy nie będę "patykiem", moja konstrukcja jest taka, że ja nigdy nie będę drobnym facecikiem. Moja Małgosia odwodzi mnie od tego żebym stał się "suchym" gościem, nie grozi mi stan suchego pomarszczonego faceta.

12. Czy nie miał Pan chwili zwątpienia i rezygnacji od rozpoczęcia diety?
Rudi Schuberth:
Nie miałem zwątpienia, jest mi coraz lepiej z tym zdrowym odżywianiem, jest to pewnego rodzaju pasja, ponieważ ja sprawdzam co mogę jeść, sprawdzam jakie jem produkty, zaglądam na stronę produktów, czy jest to zdrowe, zajmuję to trochę czasu dowiedzieć się czy jem. Żyjąc na wsi mam dostęp do ekologicznym produktów i takie je wprowadzam.

13. Czy jadał Pan słodycze na swojej diecie?
Rudi Schuberth:
Nie, ale zawsze jest jakieś "ale". Mam przyjaciół cukierników, którzy produkują rewelacyjne słodkości, jak u nich jestem nie wypada mi nie spróbować. Nie jadam na co dzień, nie wszedłem do sklepu i nie kupiłem. Od czasu do czasu sobie pozwalam na jakieś "wybryki".

Dodaj komentarz

Wakacje jakich jeszcze nie miałem

16 lutego 2010 , Komentarze (14)

Wróciliśmy z wakacji. Zebrałem się teraz, aby o tym napisać.


Pobyt w Kanadzie, a potem na Jamajce nie zaskoczył niczym pozytywnym. Najpierw problemy w Polsce rozwiązywane na odległość z Kanady, potem deszczowa pogoda na Jamajce w miejscu, gdzie spodziewaliśmy się słońca, słońca i jeszcze raz słońca.

To wszystko niestety nie sprzyjało radosnemu wypoczynkowi który tak precyzyjnie sobie zaplanowaliśmy. Zwłaszcza z Jamajką wiązaliśmy wakacyjne plany, a tu nic z tego. Co prawda kąpaliśmy się codziennie albo za przyczyną wody w oceanie albo deszczu. Jedno i drugie przyjemne bo woda i ta z nieba i ta w oceanie miała ok. 27 stopni. Samego słońca łyknęliśmy może z 1,5 godziny na cały pobyt więc byliśmy lekko zdegustowani. Jamajka to miejsce o dużej odległości kulturowej od naszej kultury europejskiej. Piękne plaże są, ale głównie na folderach reklamowych mamiących spragnionych wrażeń turystów takich jak my. Woda przejrzysta , a pod wodą "śmietnik" obrastający roślinkami i żyjątkami. Brud, smród i ubóstwo - tak mi się jawi prawdziwa Jamajka, którą widziałem z bliska. Myślałem, że będzie tam sporo smacznej i zdrowej żywności, np.: soki ze świeżo wyciśniętych owoców. Jednak w Polsce odżywiamy się naprawdę dużo korzystniej dla organizmu. 



Popularny zestaw na Jamajce

Próbuję złapać dystans do tego wszystkiego. Wychodzi słońce, więc i uśmiech pojawia się już na twarzy. Nie poddam się, choć nie udało się w 100% przestrzegać diety. Mam wsparcie rodziny. Wracam do prawidłowego odżywiania. Brakowało mi tego.

Dodaj komentarz

Z kamerą w lodówce

22 stycznia 2010 , Komentarze (25)

Jakiś czas temu Vitalia.pl odwiedziła... moją lodówkę. W związku z przejściem na zdrowe odżywianie (ZO) trochę się w niej pozmieniało. Zresztą zobaczcie sami - zapraszam do mojej lodówki.


Dodaj komentarz

Zakupy - co, gdzie i jak

15 stycznia 2010 , Komentarze (19)

O zakupach chyba wam jeszcze nie opowiadałem  Na większe zakupy jeździmy wspólnie z żoną. Raczej preferujemy zaopatrywanie się raz na jakiś czas, aby nie było potrzeby codziennych wypraw do sklepu. Wygląda to tak, że część zakupów robimy globalnie, a część doraźnie. Teraz kupujemy nie tylko z myślą o naszych gościach i naszym psie, ale przede wszystkim z myślą o nowym, zdrowym odżywianiu.


Na duże zakupy jeździmy do Lęborka. Tam kupuję sobie moje ulubione :
 - tuńczyk z twarogiem,  
 - mleko 12 litrów - bo dużo pijemy, teraz moja żona też jada ze mną moje śniadanka: płatki z mlekiem
 - różne rodzaje orzechów - jemy je w ramach tych proponowanych przez Vitalię. Z orzechami lubię eksperymentować i jadam sobie ich różne gatunki: laskowe, pistacjowe itd. Dietetyk nie ma nic przeciwko temu. Zgadza się na takie podmiany. Radzi tylko, aby nie zjadać ich w większych ilościach niż zapisane w diecie. Mają one ?dobre? tłuszcze, ale nadmiar nie jest wskazany.

Po ryby jeździmy do Ustki. Przy okazji zrobimy sobie trochę odpoczynku nad morzem. Wtedy jeden telefon do Pana Rafała z hurtowni i zawsze coś nam ciekawego przygotuje.
Na zakupy jarzynowo-owocowe jeździmy do Sierakowic. Tam mamy 2 sklepy, w których warzywa i owoce są pierwsza klasa. Lubię kupować raczej w mniejszych sklepach, unikając marketów. Zdjęcia z "sesji warzywnej" do obejrzenia poniżej oraz w mojej galerii. 

Mój sposób na cebulę :)

Rytuał krojenia kapusty


Dodaj komentarz

Moje noworoczne postanowienia

7 stycznia 2010 , Komentarze (20)

Na 2010 rok mam rozbudowane cele. Sięgają od prawa do lewa. Jestem mocno aktywny zawodowo, będę kontynuował to co zacząłem czyli reaktywację Wałów Jagiellońskich, występy, rozbudowę bazy agroturystycznej na Kaszubach. Mam też to postanowienie najważniejsze, bez którego te poprzednie mogą się nie spełnić - dalsza dbałość o zdrowe odżywianie, kondycję, a co za tym idzie, ubytek wagi i zdrówko, które jest w tym wszystkim najważniejsze. Pamiętajmy!! Trzeba przeć do przodu mimo chwilowych niepowodzeń. Róbmy swoje, jak śpiewał Młynarski.




Dodaj komentarz

Święta według Rudiego

22 grudnia 2009 , Komentarze (11)

Święta Bożego Narodzenia już za chwilę.
Wybieram się na dłuższy wypoczynek daleko od domu. Uwielbiam te Święta. To chyba drugie święta w moim życiu, które spędzę poza domem. Jadę odpocząć po długoletniej pracy. Nie byłem na wakacjach już bardzo dawno. Teraz nie będzie odwrotu. Wykupiliśmy już bilety, aby nie było możliwości wycofania się. Jedziemy z żoną do Kanady.





Jeśli chodzi o jedzenie to Święta są okrutne, bo na talerzyku się przewala
. Trzeba dużo mądrości i charakteru, aby nie korzystać "do oporu" ze świątecznych okazji. Święta są piękne ale zawsze będą kusiły .

Schudłem już prawie 38 kg. Trzymam się zasad zdrowego odżywiania. Ale co ja pocznę z świątecznym jedzeniem? 12 potraw, potem inne smakołyki, które jada się raz w roku. Trochę obawiam się tych "nasiadówek" przy zastawionym suto stole. Nie chcę po Świętach przybrać na wadze.



Moja Pani dietetyk nie pozostawiła mnie jednak samemu sobie.
Podała kilka rad, którymi będę starał się kierować w to Boże Narodzenie.

Jeśli sam przygotowujesz potrawy, staraj się:
1.    Do ciast dodawać 30% mniej cukru.
2.    Nie dekoruj ich lukrem, cukrem pudrem ani czekoladą.
3.    Ciasto podaj na stół pokrojone na małe kawałki i zjedz nie więcej niż 1-2 sztuki "dla towarzystwa".
4.    Mięso i ryby przygotuj upieczone w folii w piekarniku (bez panierki) lub ugotuj na parze lub we wodzie z przyprawami ziołowymi, np.: oregano, pieprzem Cayenne czy tymiankiem.
5.    Przygotuj też sałatki, surówki, warzywa na parze. Będą doskonałym dodatkiem do mięs, ale i "zapychaczem" żołądka.

Jeśli będziesz jeść poza domem:
1.    Staraj się stosować zasadę jedzenia małych porcji. Skosztuj o połowę mniejsze porcje smakołyków niż zjadałaś w każde Święta.
2.    Zachęcaj biesiadników, aby przespacerowali się z Tobą na świeżym powietrzu. Ruch poprawi samopoczucie, a obecność poza domem nie będzie kusiła do podjadania. Półgodzinny wolny spacer to nawet 130 spalonych kcal.
3.    Nie głodź się od rana, aż do wieczora. Gdy już zasiądziesz przy smakołykach głód spowoduje, że zjesz za dużo. Potem z ociężałym żołądkiem i wyrzutami sumienia wrócisz do domu.
4.    Staraj się jeść 4-5 posiłków w ciągu dnia. W dniu planowanego świątecznego wyjścia zjedz śniadanie, a potem niezbyt obfity obiad. W ten sposób nie będziesz głodna i zjesz mniej przysmaków przy świątecznych biesiadach.
5.    Pij dużo niesłodzonych płynów, np.: herbaty bez cukru, wody mineralnej. Będą dłużej utrzymywać w Tobie uczucie sytości.
6.    Nie dokładaj sobie tego samego rodzaju ciasta oraz potraw, które już próbowałaś.
7.    Najadaj się do 70% sytości. Zawsze pozostawiaj miejsce na coś jeszcze, ale nie zapełniaj go.

I jeszcze moja rada:
Tradycja robi swoje wyłomy w takich postanowieniach. Nie ma jednej recepty na przeżycie Świąt bez opychania się. Jeden poluzuje sobie, a inny wytrwa.

Są dwie metody, albo spędzić je tradycyjnie i spróbować wszystkiego, a po ich zakończeniu znów przypomnieć sobie o zdrowych nawykach, albo spróbować je obchodzić tak, aby się nie napchać. Delektować się wszystkimi smakołykami i miłym towarzystwem. Do tego jednak potrzeba dużo silnej woli.   Postanowiłem, że w Święta trochę poluzuję,  a po świętach znów surowe przestrzeganie diety. 


Dodaj komentarz

Świąteczne przepisy w wersji mniej tuczącej

18 grudnia 2009 , Komentarze (12)

Po jesiennym grzybobraniu mamy spory zapas grzybów. Uwielbiam grzyby. Święta bez nich nie miałyby odpowiedniego smaku. Nawet kiedy nie spędzamy Świąt u siebie w domu, nasze grzybki zabieramy ze sobą tam, gdzie jedziemy.


Moja żona, grzyb i ja


Postanowiłem zdradzić Wam sekretny przepis mojej małżonki na sernik. W oryginale było więcej cukru, ale teraz przygotowujemy sernik w odchudzonej wersji. Potrzebne składniki:
1 kg sera twarogowego chudego          
8 jaj
3 łyżki mąki ziemniaczanej
zamiast 60 dkg - 10 dkg cukru
1/2 kostki masła
5 dkg skórki pomarańczowej
5 dkg rodzynek



Żona podpowiada mi jeszcze sposób na inną odchudzoną potrawę wigilijną - rybę po grecku. Po prostu zamiast smażyć rybę w panierce i potem przekładać warzywami, lepiej ugotujcie ją(!). Nie wiem ile dokładnie kalorii można zaoszczędzić w ten sposób, ale na moje oko sporo.

A Wy znacie jakieś "odchudzone" świąteczne przepisy?


Dodaj komentarz

Ja też mam żebra

11 grudnia 2009 , Komentarze (30)

Pojawiły się żebra. Ja nie pamiętam, że miałem te kości, a teraz to wszystko widzę.
Jeżdżę na rowerze i nawet kupiłem sobie do tego specjalne spodnie kolarskie do jazdy. Moja żona mówi, że nogi też mam szczuplejsze.


Waga przyjacielem mym

Mój nowy pseudonim artystyczny to teraz: "major suchar". Już sobie przygotowuję nowy pseudonim, jak będę jeszcze szczuplejszy- "podpułkownik wiór". Wojskowy charakter pseudonimów wziął się stąd, że lubię militaria i kocham wojsko. Ta tematyka mnie interesuje. Lubię samochody wojskowe, czołgi, transportery. A jeśli strzelać, to tylko na strzelnicy ze sportowej broni ostrej




Dodaj komentarz