Dzień 33, 34, 35, 36 i 37
( 2010-05-26 20:03:05 )
...Raporcik (sobota):Orbitrek - 61 min., dystans 22 km, ćw. fitness + 0Dieta - liczę, tylko po co (b.e. 2934 kcal).To jakiś koszmar. Po co liczę, po co ćwiczę, jak tak przeginam. Ostatni raz idę do kogoś do domu oglądać żużel. Teraz tylko do pubu. Tam przynajmniej nie ciągnie mnie do wykazywania się swoimi umiejętnościami kulinarnymi.Raporcik (niedziela):Orbitrek - brakBasen - 45 min.2,5 h koszenia zarośniętej działki.Dieta - liczę (b.e. 1032 kcal).Tu już było zdecydowanie lepiej. Dzieci sprzedałem do dziadków. Ż. dałem spokój, aby mogła się uczyć, a sam wybrałem się na działkę i na basen. Uroków koszenia kilkudziesięciocentymetrowej trawy nie będę opisywał, wybaczcie. Natomiast na basenie było niesamowicie. Jeszcze nigdy w życiu nie zdarzyło mi się być samemu na basenie. Chyba wszyscy myśleli, że w kościelne święto basen będzie zamknięty, a tu niespodzianka - był czynny. Jeszcze się przyzwyczaję do takiego luksusu.Raporcik (poniedziałek):Orbitrek - brakDieta - nie liczyłem (b.e. kto to wie kcal).Poniedziałek - Warszawa. Wyjazd o 3 w nocy. Powrót wieczorem o 21. Cóż tu mówić. Nasiedziałem się za kierownicą. Wcinałem kanapki, popijałem energy drinki, denerwowałem się, czekałem. Tak minął dzień. Nie miałem zdrowia ani siły na ćwiczenie, czy też podliczenie wchłoniętych kalorii.Raporcik (wtorek):Orbitrek - 61 min., dystans 22 km, ćw. fitness + 0Dieta - liczę (b.e. 1544 kcal). Wracam do liczenia i ćwiczenia. Zaraz mi ktoś powie co ty jadasz, że tak wierszem gadasz. Dobra, krótko. Bilans podbił jeden wieczorny drink. Raporcik (środa):Orbitrek - brakRolki - 1,5 h.Dieta - liczę (b.e. 886 kcal).W końcu, nareszcie, jest, jest, jest. Były rolki. Trochę się męczyłem, bo wiatr mnie nie lubi, ale jestem przyjemnie zmęczony. Do maratonu zostały niecałe 2 tygodnie, więc nadszedł czas sprawdzianu kolana. Jest dobrze. Czuję mięśnie, nie czuję stawów....