Śniadanie
( 2008-10-21 22:22:50 )
...
Nim zaczęłam sama prowadzić notatki, przeczytałam całą masę Waszych pamiętników (czyli moje ulubione ćwiczenie wyrabiające mięśnie palca wskazującego prawej ręki...). Patrzyłam na miłe powitania przy pierwszych wpisach i zastanaiałam się, czy mnie ktoś zauważy. Teraz już się przekonałam :) Miłe to, miłe. Choć celem zapisków jest głównie to, by sobie usystematyzować wiedzę przekazaną przez dietetyka (dlatego może czasem będzie to forma wykładu (?)), to może i wam się te moje notatki przydadzą. Już o tym pisałam, że nie spodziewałam się, że spotkania z lekarzem będą dla mnie aż tak pomocne, bo niby wiele rzeczy już wcześniej wiedziałam, ale wiedzieć, a robić tydzień po tygodniu, zdawać relacje, pytać o szczegóły, wyjaśniać wątpliwości - to już zupełnie inna bajka.Do rzeczy - Dusia sugerowała, bym notowała obiady, bo być może będzie to źródłem pomysłów dla innych, ale dziś napiszę o śniadaniu - z dedykacją dla Basi1976. Śniadanie, moje Panie, to najważniejszy posiłek dnia. Ma za zadanie dostarczyć niezbędnych składników do życia, jako że przez długie godziny wcześniej nic nasze ciałko z zewnątrz nie dostało (kolacja najpóźniej o 19, wiec było nie było to jakies 12 godzin). Zatem musi być pożywne, łatwo strawne (żeby komórki jak najszybciej otrzymały, co potrzebują, a nie żeby godzinami z bólem trawić), no i co bodajże najważniejsze trzeba je bardzo szybko przygotować, bo kto ma rano czas na cudowanie! Śniadanie należy zjeść jak najszybciej po wstaniu z łóżka - jeśli tego nie zrobimy organizm i tak sobie poradzi, weźmie potrzebne składniki z naszych mięśni, niejako je zjadając (nie z zapasu tłuszczu, bo ten chowa na wypadek klęski głodu!), a im mięśni mniej tym wolniejszy metabolizm, a tego nie chcemy.Optymalnym rozwiązaniem jest koktail. Nie wiem, jak wy, ale ja uwielbiam tego typu rzeczy - syte, no i słodkie ;) Od trzech miesięcy chyba tylko ze 3-4 razy jadłam jakąś owsiankę (też lubię), a tak to codziennie podobny koktail. I wcale mi się to nie nudzi, a jaka wygoda - nie trzeba myśleć, zastanawiać się, co dzisiaj... (no może trochę trzeba, bo mąż koktail owszem, ale wieczorkiem na deser ;)Podstawowy skład: owoce, jogurt, mleko i olej lniany, całość to conajmniej 300 kcal (300-400 kcal dla mnie, gdy dziennie jem 1600 kcal, czyli ok. 20-25%)Owoce - najlepsze są truskawki, maliny, jeżyny, jagody (ale w mieszance, same jagody mi nie podeszły) itp. Oczywiście najlepsze są świeże owoce, ale mrożone też nie są złe - takich właśnie używam, bo dopiero środek wiosny, wiec jeszcze nie sezon :) Banan niby też ok, ale całość jest wówczas "ciężka", mdła i zamulająca (jak już się zdarzy, to sytuację ratuje dodanie soku z cytryny). Dajemy ich 70-100g (banana mniej, a najlepiej zjeść go na drugie śniadanie).Olej lniany - śniadanie musi zawierać wszystkie składniki odżywcze, więc i tłuszcze. Olej lniany zawiera kwasy tłuszczowe znane jako Omega-3 (ten jest w rybach), Omega-6 i Omega-9 - są to dobre tłuszcze, ważne dla funkcjonowania orgaznizmu. 1 łyżka - 15ml - 10g.Jogurt - nisko tłuszczowy lub beztłuszczowy, owocowy (nie zakwasi, a lekko posłodzi całość). W zależności od kaloryczności i tego, jak gęste koktaile lubimy 50-100g.Mleko - chude krowie, ale lepiej ryżowe lub sojowe, ja używam sojowego w połączeniu z resztą składników smakuje świetnie. 200-300g/mlDo wysokiego kubka dodajemy składniki w kolejności jak wyżej (olej się wowczas nie gromadzi cały na powierzchni i mniej się osadza na mikserze) i miksujemy "na gładko". Przygotowanie przy pewnej wprawie zajmuje ok. 2 minut.Smacznego :)(chciałam jeszcze wrzucić zdjęcie na zachętę, ale kolejny koktail dopiero jutro, dzisiejszy już pochłonęłam)
...